czwartek, 31 marca 2016

Zeszyt A4 - Trish

Trish

Obudziłam się niewiele przed dziewiątą. Poprzedniego dnia do późna siedziałam z Annie w bibliotece uniwersyteckiej, kując i rozmawiając na prawilne tematy. Bardzo polubiłam Rudą, mamy całkiem podobne zainteresowania i przyjemnie się z nią dyskutuje.
Przeciągając się, uśmiechnęłam się pocieszona perspektywą weekendu. Wstałam, sprawdziłam czy Rose wciąż śpi i ogarnąwszy się poszłam pobiegać.

~ około pół godziny później ~

Dyszałam lekko zmęczona kilkukilometrowym truchtem i kiedy wbiegłam na teren uczelni zaczęłam iść. Zmierzałam w kierunku siostrzeństwa, jednak tak jakoś wyszło, że dotarłam na boisko do kosza.
Może zadzwonię do Annie i spytam czy nie chce ze mną zagrać? - myślałam.
Jednak zanim zdążyłam sobie odpowiedzieć na to pytanie, usłyszałam znajomy głos.
- Jesteś Trish, tak?
Odwróciłam się, by ujrzeć przyjaźnie uśmiechającą się brunetkę z zeszytem A4 po pachą.
- Alex Collins, chodzimy razem na wykłady - wyciągnęła do mnie rękę.
O. Stąd kojarzyłam jej głos. Musiałam ją kiedyś usłyszeć na sali.
- Tak to ja, miło mi - potrząsnęłam jej dłonią - Mogę ci w czymś pomóc? - zapytałam zaciekawiona.
- Nie, nie, po prostu pomyślałam, że się przywitam. No i tak właściwie... - chwyciła się za łokieć - Słyszałam trochę o tobie od Christiana.
Na dźwięk tego imienia gwałtownie wzrosła moja czujność.
- Jesteście przyjaciółmi?
- Coś w tym rodzaju - rzekła neutralnym tonem Alex - Mówił, że jesteś odrobinę walnięta, ale warto z tobą chwilę porozmawiać.
Po tym tekście odrobinę się nadąsałam, lecz już po chwili przywróciłam swój normalny wyraz twarzy oraz wykonałam głęboki skłon.
- Co robisz o tak wczesnej porze? - wczesnej jak na studenta - Większość ludzi siedzi o tej porze w domu i popija poranną herbatkę - jeszcze jeden skłon.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Myślę, że właśnie dlatego wychodzę wcześniej. Nie ma ludzi. Nikt się nie błąka i nie przeszkadza - usłyszałam jak ziewa.
- Nie przeszkadza w czym? - przyciągnęłam kolano do klatki piersiowej.
- Sama zobacz.
Z tymi słowami Alex podeszła do mnie i otworzyła swój zeszyt.
- Wo - było to jedyne, co mogłam wykrztusić.
Na pierwszej stronie notesu oprócz wypisanego imienia i nazwiska znajdował się piękny szkic, przedstawiający dziewczynkę siedzącą na huśtawce. Ubrana była w jasną, letnią sukienkę, a w ręce trzymała czterolistną koniczynę.
- Piękne - wydusiłam z siebie z podziwem.
- Dzięki - odparła usatysfakcjonowana brunetka - To moja siostra.
Jeszcze raz przeniosłam wzrok na rysunek i przyjrzałam dziecku. Faktycznie, z wyjątkiem koloru włosów, wyglądało właściwie identycznie jak Alex.
- Niezwykłe - dodałam jeszcze z uśmiechem, po czym spojrzałam na godzinę w telefonie - Muszę zmykać. See ya around, Alex! - z tymi słowami odbiegłam w swoją stronę, a dziewczyna odmachała mi na pożegnanie.

wtorek, 29 marca 2016

Nawrócenie - Rose

Rose

Pierwszy raz w życiu tak się uśmiałam. Kamil - Degenerat - jest jednym z najzajebistrzych ludzi jakich spotkałam. I w dodatku to prawdziwy wzór do naśladowania. Nigdy nie widziałam, by ktoś tak dobrze grał w Lol'a.
Z błogim westchnięciem rozejrzałam się po pokoju, do którego dopiero weszłam. Blondyny nigdzie nie było,  za to na jej biurku leżała kartka z zapisanym czerwonym piskiem napisem: "Będę około 22". Uniosłam brew do góry, zastanawiając się, co może robić do tak późnej pory.
Siadłszy na łóżku, położyłam laptopa na kolanach i zagrałam jednego rankeda. Szło mi żałośnie w porównaniu z tym co przedstawił dzisiaj Kamil, w dodatku miałam całkowity noob team, więc po naszej wybitnej przegranej z konsternacją wyłączyłam komputer.
Kurde. W tamtym momencie uświadomiłam jak pusto zrobiło się w pokoju bez Trish i kolegów ze Skype'a.
Co ja mam ze sobą zrobić? - pomyślałam, gdy dopadła mnie nuda. Nie będę grać w grę, bo się pogrążę, a uczyć się nie chcę.
W końcu ruszyłam dupę z łóżka oraz wyszłam na korytarz. Z pokoju 32 wyszła akurat jakaś lasia w dżinsowych gaciach i białym topie odkrywającym płaski, wręcz wklęsły brzuch i truskawkowych włosach. Nie widziałam jej twarzy, jednak podejrzewam, iż znajduję się na niej szpachla make-up'u i innego gówna. Szła, machając (tak machając, nie kołysząc) biodrami, biorąc ogromne kroki, jakby chodziła po wybiegu. Na dalsze obserwacje nie miałam czasu, ponieważ dziewczyna zniknęła na schodach.
Przeszłam kilka kroków i zapukałam do pokoju 23. Nikt się nie odezwał, toteż, jak przecież zrobiłby każdy, wbiłam do środka.
- O ŻESZ, MAĆKU ATEISTO! -zawołałam na widok siedzącego pod ścianą Ryana ze scyzorykiem wymierzonym w oko - Nie rób tego, jeszcze tyle wspaniałych rzeczy możesz zobaczyć!
Po czym rzuciłam się nań, by uratować jego czarny żywot. Wyrwałam mu narzędzie z ręki i rzuciłam w najdalszy kąt pokoju.
- ... Możesz mi powiedzieć co robisz? - zapytał sucho chłopak.
- Jak to co? - warknęłam z oburzeniem - Ratuję cię przed własną głupotą!
- Twoją własną? - uśmiechnął się kąśliwie.
- Na co dzień nie widuję ludzi próbujących wydłubać sobie oczy! - krzyknęłam dobitnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Że co..? - pierwszy raz usłyszałam zdziwionego Ryana. Brzmiało to dość ciekawie, no nie powiem - Ty myślałaś, że chcę sobie wydłubać oczy?
Na dźwięk jego zimnego głosu przeszły mnie ciarki po plecach, lecz po chwili ciężkiej ciszy dobiegł mnie jeszcze gorszy odgłos.
- Nie, no, nie wierzę! - wybuchnął śmiechem blondyn - Ta frajerka myślała, że chcę oko stracić!
Chłopak chwycił się za brzuch i wydawał się niemal dusić tym swoim perfidnym śmiechem, przez co miałam ochotę rzucić fochem.
- Nieśmieszne.
Na to słowo pokój zalała kolejna fala niepohamowanego rechotu.
Po pewnym czasie Ryan zdawał się ochłonąć i mruknął coś pod nosem o robaku na scyzoryku.
- Za tę akcję jesteś mi coś dłużna - spojrzał na mnie lodowato - A jako, że słyszałem o twoich ateistycznych poglądach, możesz spróbować się nawrócić - ten gość jest straszny.
Czując zimny wzrok chłopaka, przytaknęłam, przełykając głośno ślinę.

niedziela, 27 marca 2016

Koncert - Rose

Rose

Kiedy Trish wróciła z porannego joggingu, ja siedziałam przed notatkami z fizyki i jadłam ciemny chlebek. Mi by się nie chciało tak z rana biegać. Właściwie, to mi się nigdy nie chce biegać. Taką mam naturę.
Po skończonym śniadaniu bardzo kreatywnie spędzałam czas, mianowicie leżałam brzuchem na łóżku i grałam w Stack. Trish przez około pół godziny siedziała w łazience, więc zaczęłam się  zastanawiać czy się nie utopiła. W końcu jednak wyszła z mokrymi włosami i suszyła przez następne pół godziny. 
Gdy przestała, wlepiła we mnie paczały.
- Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? - spytała ciepłym głosem.
- E... nie chce mi się -odpowiedziałam zgodnie z prawdą, ziewając głośno.
- Oj, no weź. Jesteś niedotleniona, potrzebujesz spaceru!
Spojrzałam na nią  powątpiewaniem, jednak znając ją, nawet gdybym odmówiła pierdyliard razy, to i tak nie nie przestałaby mnie truć.
- Okay - przewróciłam oczami, a blondynka wyskoczyła z krzesła - Tylko się przebiorę.
Trish uśmiechnęła się od ucha do ucha, po czym popędziła mnie do łazienki.

~ le time skip ~

- Co oni tutaj robią? - spytałam skołowana, gdy zobaczyłam jak Trish macha do stojących przy bramie Christiana, Allena i Annie.
- Zaprosiłam ich - odrzekła jak gdyby nigdy nic - Gdzie jest Ryan? - zapytała rudowłosą, a ona zmarszczyła w odpowiedzi czoło.
- Był... zajęty - uśmiechała się, ale był to uśmiech inny niż zazwyczaj, jakby... zaniepokojony?
Moja współlokatorka również to zauważyła, lecz obie to przemilczałyśmy.
- O, i tak wam tylko mówię, że na szesnastą umówiłam się z Leonem, więc pożegnam was wtedy - dodała po chwili milczenia Annie.
- Czyżby ktoś się w nim zadurzył~? - spytała śpiewnym głosem Trish, a owa zadurzona spojrzała na nią z politowaniem.
- No, chyba nie - westchnęła - A tak w ogóle, to co robimy?
- Na koncert! - wykrzyczała wyskakująca znikąd brunetka.
- A pani to kto? - zapytałam z nieufnością.
- Alex Collins, studiuję medycynę, ale to nieważne. Ważne jest to, że ZA NIECAŁY KWADRANS KONCERT, WIĘC WSIADAĆ DO AUTA, BO SIĘ SPÓŹNIMY!

~ 15:27 ~

Wyszłam z sali koncertowej z oczami szeroko otwartymi z podziwu i szklanymi ze wzruszenia.
- Mogliby trochę ściszyć - zagrymasiła Trish, na co ja natychmiast zaprzeczyłam.
- Nie. Było idealnie.
Z początku byłam do tego sceptycznie nastawiona do tego całego koncertu i oczywiście do nieznajomej mi Alex, ale, o mój marny żywocie, to było chyba najpiękniejsze, co w życiu słyszałam. Co dokładnie?
Przyjechaliśmy do jakiejś podrzędnej knajpy, w ciągu dnia niemal pustej oraz weszliśmy do środka. W mini vanie porozmawiałam z Alex, która tak jak ja jest wielką fanką rocka i metalu. I oto w tym zapuszczonym pubie wystąpił utworzony w garażu zespół i powalił mnie na kolana zajebistymi coverami zajebistych piosenek. Teraz mogę umrzeć, wiedząc, że niczego nie straciłam.

sobota, 26 marca 2016

Obraz - Annie

Annie

Szybkim krokiem udałam się w stronę siostrzeństwa. Niestety, usłyszałam za sobą kroki i krzyk:
- Annie, stój! - tak, był to Christian. Miałam wyraźny grymas na twarzy, przez to kiedy odwróciłam się w stronę chłopaka, wzdrygnął się. - Słuchaj, no, mogłem się pohamować, ale...
- Ale co? - krzywiłam się dalej.
- Po prostu za nimi nie przepadam, a Leon to flirciarz i kobieciarz, więc chciałem ci to powiedzieć, ale ty sobie poszłaś - powiedział między głębokimi wdechami, najwyraźniej biegł.
- Ja nie mam zamiaru być z nim w ten sposób, jest zajebistym kumplem... - przewróciłam oczami. - A ty co taki zmęczony? 
- Bardzo szybko chodzisz - stwierdził, a ja się uśmiechnęłam.
- A ja myślę, że ekonomia nie służy twojej kondycji fizycznej - oznajmiłam dosadnie.
- Ty nie jesteś lepsza, studiujesz medycynę.
- Ja chodzę na siłownię - spojrzałam na niego z ironią.
- Więc stąd ich znasz - podrapał się po głowie.
- Tak, tak - powiedziałam - Lubię uprawiać sport, ale leczyć dzieci bardziej - zaśmiałam się szczerze.
- Rozumiem - uśmiechnął się delikatnie. 
- Eh, no to łaskawie ci wybaczam, a teraz spadam do siostrzeństwa, bo ledwo wróciłam z siłowni i muszę wziąć prysznic, narka! 
- Pa - odpowiedział, a ja ruszyłam w stronę akademika.
Weszłam do pokoju i ujrzałam Ryana. Chłopak bazgrał coś na kartce przy biurku. Zerknęłam z ciekawością. Blondyn używał farb.
- Piękne - wyszeptałam, a on się wzdrygnął.
- S-skąd się tu wzięłaś? - zapytał skołowany.
- Przeszłam przez drzwi kilka sekund temu - stwierdziłam wzruszając ramionami. - Ryan, czemu ja nie wiem, że ty tak malujesz? - otworzyłam szeroko oczy, a ten tylko się delikatnie uśmiechnął.

Na kartce papieru A2 namalowane były dwie osoby, bodajże kobieta i mężczyzna. Sylwetki były delikatnie rozmazane. W tle widniały ciepłe, a za razem niepokojące kolory. Czerwony, bordowy, blado-żółty, a gdzieś na konturach przewijały się zimne takie jak czarny, szary czy biały. Tło przypominało płomienie, dwie postacie trzymały się za ręce. O dziwo właśnie w tle obrazu można było dojrzeć ludzką sylwetkę.
- Piękne - powtórzyłam - ale zarazem trochę przerażające... - szeptałam, wisząc nad chłopakiem, na którego twarz opadały kosmyki moich włosów.

Bractwo - Annie

Annie

-  A jak twój ziomek ją porwał? Co jeżeli jest niewyżytym zboczeńcem?! - lamentowałam, idąc w stronę akademika.
- No, to chodź sprawdzimy czy jest w bractwie! - oznajmił Leon.
- Najpierw do siostrzeństwa!
- Tyle, że jak tam będzie to znaczy, że nic jej nie jest, a u nas po holu biega chmara napalonych...
- Do bractwa więc! - przerwałam mu gwałtownie, obróciłam się na pięcie i ruszyłam w przeciwną stronę.
Dziesięć minut później byliśmy już na miejscu. Weszłam przez drzwi akademika, wszystko wydawało się być jak u nas, lecz kiedy blondyn otworzył drzwi pokoju swojego kolegi (wspomniałam, że nie dzielą mieszkanka?)...
-  Wow - wytrzeszczyłam oczy.
- Co? - zapytał inteligentnie Leon.
- Jak tu czysto - zamrugałam.
- Dziwne co nie? - uśmiechnął się szczerze mój kompan, a ja zauważyłam bruneta, który bazgrał coś w zeszycie.
- Czyli jednak nie jesteś niewyżytym zboczeńcem! - stwierdziłam na głos, a chłopak podniósł głowę znad notatnika i popatrzył na mnie krzywo. - To spadam, frajerzy! Na... - I wtedy niespodziewanie uderzyłam z całej epy w czyjąś klatę - Aaaał... - chwyciłam się za głowę - S-sooorry... - wymamrotałam pod nosem, po czym uniosłam głowę - O, Christian... ty mieszkasz z panem? - zapytałam, podnosząc brew.
- Taa... - oznajmił, patrząc wrogo na Leona. - A ty co robisz w bractwie? - spytał z ciekawością.
- Ja szuka... - kiedy miałam dokończyć zdanie, KTOŚ zasłonił mi usta dłonią.
- Przyszła do mnie, a przy okazji odprowadziliśmy Allena, to do zobaczenia! - uśmiechnął się i pociągnął mnie za sobą.
- Co ty sobie wyobrażasz? - zapytałam wrogo.
- Oj, jak już tu przyszłaś to możesz mnie odwiedzić, nie? - przewrócił oczami.
- Ehh, no dobra i tak nie mam czasu już dzisiaj na siłownię... - westchnęłam zażenowania.
Potem chłopak otworzył mi drzwi, a ja wpatrywałam się we wnętrze pokoju:
- Kiedy ostatnio sprzątaliście? - zapytałam, widząc Andrew, wszędzie porozrzucane koszulki, piłkę do kosza i nożnej na środku pokoju oraz bokserki na lampie.
- A no jakieś 3 tygodnie temu... - oznajmił Leon.
Po tych słowach weszłam do pomieszczenia dwa razy się o coś potykając, a zaraz potem siadając na łóżku.
- Widzę, że od razu przechodzimy do rzeczy - zlustrował mnie wzrokiem blondyn, a ja spojrzałam na niego złowieszczo - Oj, no żartuję!
- Annie, znasz go? - zapytał inteligentnie Andrew.
- Można tak powiedzieć... - westchnęłam.
Jedyne co w tym pokoju było poszanowane to suplementy i odżywki białkowe Andrew. Ehh, ale tak to jest jak w jednym pokoju mieszka dwóch sportowców - pomyślałam, siedząc na łóżku.

Żyletka - Annie

Annie 

Obudziłam się około ósmej rano. Wstałam po chwili z łóżka, przetarłam oczy, po czym uznałam, iż zjem śniadanie i udam się, jak zawsze w soboty, na siłownię. Zawsze chodziłam tam przed południem, ponieważ potem jest ludziuf jak mrówkuf.
Na owej siłowni spotkałam Andrew. Jest nawet spoko, mamy wspólne tematy, więc dobrze nam się rozmawia. Po treningu, kiedy już wychodziliśmy, przed wyjściem zauważyłam stojącego Leona. Był nadzwyczaj radosny. Chociaż... czy on przypadkiem nie jest taki zazwyczaj? Nieważne.
- Siema, Annie - wyszczerzył się blondyn, a ja lekko skrzywiłam, bo czułam w jego zachowaniu podstęp.
- No he... - Andrew mi przerwał.
- No i na chuj tu przyszedłeś, co? - zapytał.
- A wy co, pokłóceni? - zmarszczyłam brwi.
- No wiesz... - zaczął Leon.
- Ta pizda zgubiła moją żyletkę - wymamrotał Andrew.
- Tniesz się? - zapytałam ironicznie.
- Nie - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Taka do golenia? - dopytywałam się.
*kminy Annie*
Skoro powiedział żyletka, to pewnie chodzi mu o maszynkę do golenia... czyli goli nogi?
- Ta.
- Nóg?
- Między innymi.
- Lol - przewróciłam oczami. - A mówią, że to kobiety mają humorki - uśmiechnęłam się ironicznie.
- Co nie? - zapytał inteligentnie Leon.
- Wy głupi jesteście - zaśmiałam się.
Zaraz potem w trójkę wyszliśmy z siłowni i skierowaliśmy się w stronę akademika. Uznałam, iż odprowadzę tych pedałów. Wbiłam na chwilę do ich pokoju, ale po krótkim czasie wyszłam w obawie o własne życie.
- Annie, słuchaj, chciałabyś gdzieś ze mną wyjść? -  zapytał Leon, gdy ja byłam już przy drzwiach.
- Umm, pewnie - uśmiechnęłam się. - Tylko kiedy i gdzie?
- Jutro o szesnastej, możesz? - spytał niepewnie.
- Jasne - stwierdziłam, po czym pożegnałam się z chłopakiem i ruszyłam w swoją stronę.
Po drodze spotkałam Christiana.
- Co ty tu znowu robisz? - zapytał, nawet się nie witając, co odebrałam negatywnie.
- Byłam u Andrew i Leona - oznajmiłam sucho. - Czemu pytasz? - skrzywiłam się.
- A, no nic, nie ważne, nie przepadam za tymi półmózgami... 95% mięśni, 5% mózgu - przewrócił oczami.
- Aha? - powiedziałam zdegustowana. - Skoro tak ci nie pasują, to po prostu o nich nie wspominaj - odburknęłam, po czym oddaliłam się bez słowa. - Co to miało być? - wymamrotałam pod nosem, wychodząc z bractwa.

czwartek, 24 marca 2016

Emocjonująca rozgrywka - Rose

Rose
O luju. Nadszedł ten dzień. Kilka razy spotkałam Kamila - bo tak miał naprawdę na imię Degenerat - i umówiłam na piątek wieczorem. Nie wiem gdzie idziemy, jak się ubrać, ani co będziemy robić. Kompletnie nic.
Krzątałam się po pokoju, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, a Trish siedziała przy biurku i coś czytała. W końcu oderwała się od lektury i spojrzała na mnie zmieszana.
- To dzisiaj? - spytała z pokerową twarzą.
- Yhm - mruknęłam, wciąż mając pustkę w głowie.
- Aha. To może byś się przebrała?
Nakierowana palcem współlokatorki zerknęłam na swój ubiór. Miałam na sobie zwykły, czarny t-shirt i tego samego koloru jeansy, czyli to, co niemal zawsze.
- A w co? - usiadłam przy swoim biurku, oparłam głowę na ręce i wpatrywałam się w blondynkę.
- W coś, w czym wyglądasz ponętnie - dziewczyna odchyliła się w krześle i z perwersyjnym uśmiechem poruszyła brwiami.
- Osz, ty szmato - chwyciłam pierwszą lepszą rzecz i rzuciłam w nią.
Trish otworzyła szeroko oczy i w ostatnim momencie uniknęła trafienia półtonowym atlasem w głowę. Sturlała się z siedzenia na podłogę i leżała tam przez chwilę jak placek.
- A, ić pani w chuj - warknęła w podłogę, ale już zaraz stała na nogach i śmiała się.
- Wstawaj, Łosiu, bo trzeba cię wypindrzyć!

~ wieczorem ~

Trish okazała się być dziewczyną nie lubiącą przesady. Ubrała mnie w turkusową, taliowaną koszulę, na to narzuciła czarną kamizelkę, jeszcze ciemne jeansy i moje ukochane glany. Jako że dziewczyna brzydzi się makijażu, miałam tylko pomalowane rzęsy.
Czekałam pod wejściem do akademika na Kamila, który zadeklarował się mnie odebrać. 
- Cześć - usłyszałam znajomy głos.
- Elo.
Kamil podszedł do mnie i przez chwilę milczał.
- Muszę ci coś powiedzieć.
Z wielkimi oczami czekałam na kontynuację.
- Ja... - spojrzał mi głęboko w oczy - jestem youtuberem.
*cisza*
- Wiem - rzekłam szczerze.
Chłopak dostał wytrzeszczu i zaraz potem uśmiechnął się głupkowato.
- No, to chyba mała zmiana planów.
Złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w jakimś kierunku.
- Ej, ej, ej, ale gdzie my idziemy?! - wrzasnęłam, prawie wywalając się na twarz.

~ 10 minut później ~

- Łoooo - oczy mi zabłysnęły na widok miejsca do nagrywania.
- Siadaj - brunet wskazał mi krzesło.
- Czy my będziemy... - przerwałam wpół zdania i spojrzałam na niego znacząco.
- Właśnie tak - przytaknął dumny z siebie.
- Aaaaaaa, Kamil ja nie...-
- Nie Kamil. Degenerat.
A potem pogrążeni w grze, jaką był Lol, laliśmy bekę z bronznuf i ich potomnych myśli.